Blog > Komentarze do wpisu

Hmm...

No więc powróciłam po długiej przerwie. Nawet bardzo długiej. Ponieważ blog ma charakter notatnika, więc zanotuję, że pogoda w grudniu i styczniu była całkiem przyzwoita. Rzadko kiedy spadała poniżej 8 stopni, często było za to ich naście. Za to w lutym zrobiło się zimno, a po połowie przyszła fala prawdziwego mrozu (od -20 do -10C). 

Nie udało mi się uniknąć zimowego przybrania na wadze. Wszelkie sposoby wprowadzania w życie większej, systematycznej aktywności, zawiodły. Były to tylko pojedyncze "wysoki". Jeśli dodamy do tego podjadanie słodyczy to mamy efekt zwiększenia wagi. Słodycze natomiast podjadałam dzięki złośliwości rodziny. Mimo próśb i gróźb dostałam wielką paczkę słodyczy na Mikołajki, sporo słodkości pod choinkę, na Walentynki i imieniny. I jak tu nie przytyć będąc łasuchem i mając pod ręką łakocie? Mam bardzo słabą wolę jeśli chodzi o takie wyzwania. Ale co tam, jak się zrobi ciepło, to pozbędę się tłuszczykowej osłonki.

Jako zimowy sukces potraktuję za to kilkukrotne wyskoczenie na narty i zaopatrzenie się w końcu w buty narciarskie (dla całej rodziny). W przyszłym roku nie będzie wykrętów.

Było też trochę szkód - pewnego pięknego wieczora wpadł do nas pies sąsiadki. Tak się cieszył i biegał od jednej osoby do drugiej, że w końcu wpakował się w choinkę. Ta się z kolei przewróciła na półkę z płytami i wszystko runęło...

A za 3 dni - historyczna niedziela. Od dziesięcioleci pierwsza z zakazem handlu. To też warto odnotować.

czwartek, 01 marca 2018, tojestmojnotatnik

Polecane wpisy